Stąd wyruszył w świat

Stąd wyruszył w świat

Siódma rano. 20 maja 1919 r. Na świat przychodzi Gustaw Herling-Grudziński – od ubiegłego roku patron kieleckiej Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej. W 106. rocznicę urodzin pisarza wędrujemy świętokrzyskimi śladami jego dzieciństwa i młodości.

Lubił swoje kieleckie gimnazjum, szkolnych kolegów i nauczycieli, ale prawie nigdy nie wspominał domu przy ul. Sienkiewicza, w którym dorastał. Mityczną krainą młodości, do której Gustaw Herling-Grudziński będzie powracał pamięcią na zawsze pozostanie Suchedniów i rodzinny majątek – Berezów.

Syn Dobrysi i Jakuba

Data urodzin pisarza nie pozostawia żadnych wątpliwości – 20 maja 1919 r., natomiast rozbieżności pojawiają się przy miejscu. Czy były to Kielce czy też położone w obecnej gminie Pierzchnica Skrzelczyce? To właśnie w tej miejscowości ojciec pisarza miał liczący 280 morgów majątek, na który składały się pola uprawne i stawy.

Przechowywana w Urzędzie Miasta i Gminy w Daleszycach metryka wskazuje, że Gustaw urodził się w tej właśnie wsi jako syn Dobrysi z Bryczkowskich i Jakuba Herlinga vel Grudzińskiego. Informacja te powtarza jest we wszystkich księgach szkolnych. Ale dokument ten budzi wiele wątpliwości, choćby ze względu na to, że widnieje na nim zamiast podpisu ojca adnotacja – niepiśmienny. Tymczasem trudno uwierzyć, by ten zamożny Żyd był analfabetą. Znamienne jest to, że sam pisarz wielokrotnie podkreślał, że urodził się w Kielcach, tak więc można założyć, że Skrzelczyce pojawiają się w akcie urodzenia z potrzeby podkreślenia, że dochodowe gospodarstwo to rodzinna posiadłość, którą kiedyś przejmie po ojcu jego syn Gustaw.

Tymczasem pisarz nigdy nie odwiedził wiejskiego majątku pod Daleszycami, wraz z matką i rodzeństwem mieszkał w Kielcach – tu dorastał, tu chodził do szkoły, tu nawiązywał przyjaźnie.

Młyn z drewnianym dworkiem

Wiejska posiadłość nie stała się rodzinnym gniazdem Herlingów-Grudzńskich. Dwa lata po narodzinach Gustawa jego ojciec sprzedał majątek za niebagatelną kwotę 10 mln marek polskich. Za te pieniądze senior rodu kupił kolejną posiadłość noszącą nazwę Fabryka Fryszerka i Kuźnia Hydrauliczna w Berezowie tuż na przedpolach Suchedniowa. Był tam okazały młyn z drewnianym dworkiem i zabudowaniami gospodarczymi, staw i rozległe łąki. Dla Jakuba był to powrót do krainy lat dziecięcych – stąd bowiem pochodziła jego rodzina, która na tych terenach osiedliła się tuż po powstaniu styczniowym, tworząc tu liczną, choć raczej ubogą społeczność żydowską. Ojciec pisarza opuścił sztetl, spolonizował się i wzbogacił, ale przecież nie zapomniał o swoich korzeniach, czego wyrazem był powrót do Suchedniowa.

Tu dorastał i debiutował

Gdy Jakub Herling-Grudziński zaczął gospodarować w suchedniowskim majątku, jego żona wraz z czwórką dzieci mieszkała w Kielcach przy obecnej ulicy Sienkiewicza 52, na fasadzie której umieszczono w maju 2009 r. tablicę pamiątkową. W przeciwieństwie jednak do Suchedniowa, który był ukochanym i często przywoływanym miejscem, kielecki dom nie pojawia się we wspomnieniach pisarza. Ale samo miasto było ważnym przystankiem w życiu przyszłego pisarza – tu dorastał, tu debiutował, tu chodził do szkoły i tu otrzymał świadectwo dojrzałości.

Był uczniem Gimnazjum im. Mikołaja Reja (obecnie Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego), w którym naukę rozpoczął w 1929 r., a zakończył dwa lata przed wybuchem wojny. Uczniem był raczej miernym – z dokumentów przechowywanych w kieleckim Archiwum Państwowym wynika, że w pierwszej klasie piątkę miał jedynie z języka niemieckiego, gorzej szło mu z polskim, historią, geografią, przyrodą i matematyką, zaś prawdziwą piętą achillesową był prace ręczne i rysunek. W piątej klasie w w katalogu okresowym piątka widnieje w rubrykach – język polski i zachowanie, przyszły pisarz rzeczywiście już wówczas ujawniał talent pisarski, był także wielkim miłośnikiem teatru.

Przyznać trzeba jednak, że Gustaw nie odbiegał w ocenach od swoich szkolnych kolegów, którzy podobni, jak i on najczęściej otrzymywali oceny dostateczne. Najwyraźniej gimnazjalni profesorowie byli bardzo surowi.

Dobry kolega, obiecujący debiutant

Jakim autor „Innego świata” był chłopcem? Jak wspominają go szkolni koledzy? Oddajmy głos Franciszkowi Zygule, który w książce „O Gustawie Herlingu-Grudzińskim” tak mówi: Ubierał się skromnie, czysto. Był oszczędny (…) Nie palił papierosów, ani nie pociągał go też zbytnio alkohol. Wydawał pieniądze na książki i na teatr (…) Szczery, uczciwy, nie lubił plotek o kolegach (…) wobec koleżanek zachowywał się grzecznie, uprzejmie, powiedziałbym – rycersko.

Kieleckie gimnazjum to to nie tylko pierwsze przyjaźnie pisarza, ale przede wszystkim debiut literacki autora „Pamiętnika pisanego nocą”. Nastąpił on w piątej klasie w szkolnym pisemku „Znicz”, potem zaś Gustaw był współredaktorem jednego numeru gazetki „Młodzi idą”, by w końcu w 1935 r. zadebiutować w ogólnopolskiej „Kuźni Młodych” reportażem „Świętokrzyżczyzna”, który był pokłosiem wędrówek po Górach Świętokrzyskich. W tym zachwycie odnajdujemy ducha Stefana Żeromskiego, który dla całego pokolenia międzywojennej młodzieży był wielkim autorytetem.

Początek roku 1932 r. przyniósł wielką tragedię w rodzinie pisarza – epidemia tyfusu zabrała matkę Gustawa – Dobrysię Herling-Grudzińską. Chłopiec miał wówczas dwanaście lat, jego dziecięcy świat rozpadł się na kawałki, przestał istnieć także kielecki dom. Przez pewien czas chłopiec mieszkał na stancji, ale ostatecznie jego ojciec zadecydował, że powinien wrócić na stałe do Suchedniowa i dojeżdżać codziennie do szkoły.

Mityczna kraina młodości

To właśnie Suchedniów stał się mityczną, przywoływaną we wspomnieniach, krainą młodości. To tu pisarz mieszkał aż do rozpoczęcia studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Ciemny staw i olchowa aleją – te miejsca stały się niemalże symbolem szczęśliwego dzieciństwa pisarza, które będzie przywoływał w sowieckim łagrze. W „Inny świecie” czytamy: Leżałem całymi dniami bez ruchu na pryczy, doświadczając (…) łaski wspomnienia. Śniło mi się najczęściej, że późnym wieczorem wracam ze stacji w Kieleckiem do domu. I choć była już noc, widziałem dokładnie, jak gdyby w czarnym świetle , najpierw piaszczystą drogą obok toru, potem zagajnik, dużą polanę z opustoszałą willą, strumień obok wzgórza (…) i wreszcie drogę prowadząca nad nasz stary, zarośnięty szuwarami staw. Schodziłem ku płytkiej rzeczce, przeskakiwałem parę kamieni i groblą wysadzaną wysokimi olchami szedłem wolno w kierunku domu.

Z domu Herlingów-Grudzińskich pozostał tylko fragment fundamentów, nowe oblicze zyskał młyn, gdzie znajduje się obecnie restauracja. Miejsce to jest niezwykle urokliwe – rzeka Kamionka wije się schowana między krzewami i drzewami, a o latach spędzonych tu przez pisarza przypomina kamienny obelisk, na którym widnieje zdanie: Stąd wyruszył w świat.

Rodzinny dom pisarz widział po raz ostatni w październiku 1939 r., na chwilę zajrzał do Kielc, a potem wyruszył na wschód. Stał się tułaczem, więźniem sowieckiego łagru, żołnierzem, pielgrzymem i emigrantem, który do rodzinnych stron wrócił dopiero w 1991 r., by odebrać tytuł Honorowego Obywatela Kielc.

Agata Niebudek-Śmiech
fot. pisarza – Konrad A. Cedro
pozostałe fotografie – Agata Niebudek-Śmiech